Recenzje

Mozartiana: wokół Czarodziejskiego fletu
10. Mozartiana. 16-22.08.2015, Gdańsk.

Niestety, nie było mi dane wysłuchać pierwszego z wspomnianych koncertów kameralnych, na którym wystąpił duet: Jadwiga Kotnowska (flet) i Hanna Holeksa (fortepian). Za to bohaterowie następnego dnia – zespół w składzie Maria Sławek, Anna Maria Staśkiewicz (skrzypce), Katarzyna Budnik-Gałązka, Artur Rozmysłowicz (altówka), Rafał Kwiatkowski, Marcin Zdunik (wiolonczela) – wypadli świetnie w opracowaniach na sekstet smyczkowy Mozartowskich dzieł symfonicznych. Na otwarcie zagrali Grande Sestetto Concertante, czyli opracowanie Symfonii koncertującej Es-dur KV 364 zredagowane przez Christophera Hogwooda.

Aleksandra Andrearczyk 09/2015

Z wyżyn muzyki
6. Muzyka na Szczytach. 13-20.09.2014, Zakopane.

Największe emocje wzbudził chyba koncert finałowy, przedstawiający wielki repertuar XX wieku. Wystąpiła Sinfonietta Cracovia pod batutą Jean-Luca Tingauda, francuskiego dyrygenta specjalizującego się w muzyce operowej. [..] Zwieńczeniem wieczoru, a nawet całego festiwalu, był dla mnie The Protecting Veil Tavenera, z solową partią wybitnego już młodego wiolonczelisty Marcina Zdunika. Jego instrumentalny śpiew obrazujący łzy Maryi (utwór nawiązuje do prawosławnego Święta Ochronnego Welonu Matki Bożej) miał w sobie prawdziwą artystyczną i duchową głębię.

Monika Partyk 10/2014

Bogactwo dziedzictwa Gdańska
9. Festiwal Goldbergowski. 05-14.09.2014, Gdańsk.

Festiwal swoją nazwę przybrał od Johanna Gottlieba Goldberga (1727-1756), który, dzięki popularyzatorskim działaniom Aliny Ratkowskiej, przez coraz większą liczbę słuchaczy nie jest kojarzony jedynie z Wariacjami Goldbergowskimi Johanna Sebastiana Bacha, ale także z tym, że był gdańszczaninem, znakomitym klawesynistą i kompozytorem. Niezmiennie ów wyjątkowy utwór Bacha – studium muzyki klawesynowej – słyszymy na każdym festiwalu. Tym razem Wariacje nie zabrzmiały w swej oryginalnej postaci. Trio smyczkowe w składzie: Anna Maria Staśkiewicz (skrzypce), Katarzyna Budnik-Gałązka (altówka) i Marcin Zdunik (wiolonczela) wykonało wersję opracowaną w 1984 roku przez Dymitra Sitkowieckiego, a wydaną rok później – nie przez przypadek zresztą, na ten rok przypadała bowiem trzechsetna rocznica urodzin kantora z Lipska. Sitkowiecki zadedykował ten utwór Glennowi Gouldowi, którego interpretacją Bachowskich wariacji był urzeczony. Sitkowiecki – wybitny skrzypek, dyrygent i aranżer – wpisał się w nieśmiertelność tego utworu, który po dziś dzień inspiruje muzyków i kompozytorów. Trio młodych, już utytułowanych, polskich muzyków, wykonało dzieło z niezwykłą energią, wyczuciem i pasją. Znakomite opracowanie to coś więcej niż zinstrumentalizowana wersja oryginału – to nowe spojrzenie na tę muzykę przez pryzmat czasu i stylu, w którym żył i tworzył Dymitr Sitkowiecki. Z pewnością była to udana inauguracja festiwalu i to w wykonaniu polskich muzyków, co bardzo cieszy.

Alina Mądry 10/2014

Magiczny fortepianowy Słupsk
48. Festiwal Pianistyki Polskiej. 6-12.09.2014, Słupsk.

Do szczególnie jasnych punktów programu należał Koncert c-moll Rachmaninowa, z imponującym blaskiem wykonany na inauguracyjnym wieczorze przez krakowską pianistkę Mariolę Cieniawę-Puchałę, towarzyszyła miejscowa Orkiestra Polskiej Filharmonii Sinfonia Baltica pod dyrekcją Bohdana Jarmołowicza. Należał też do nich piękny kameralny wieczór z utworami Mahlera, Panufnika (młodzieńcze Trio fortepianowe dla uczczenia stulecia urodzin kompozytora) i Brahmsa w wykonaniu utworzonego ad hoc kwartetu, w którym najpoważniejsze zadania miał przed sobą młody pianista Bartosz Bednarczyk; największy jednak zachwyt wywołał świetny wiolonczelista Marcin Zdunik.

Józef Kański 10/2014

Rosja i Ukraina w FN

Koncerty 4 i 5 kwietnia w Filharmonii Narodowej swoim programem kierowały myśli ku Wschodowi. Dyrygent Andrzej Borejko, szef Filharmonii Poznańskiej w latach 1991-1995, dziś jest artystą wysokiej rangi. Należy do takich mistrzów batuty, którym od pierwszego uniesienia rąk muzyka przyrasta do dłoni i pochłania słuchaczy. Solistą w Symfonii koncertującej e-moll op. 125 Prokofiewa (drugiej wersji jego Koncertu wiolonczelowego e-moll op. 58) był słusznie obsypywany nagrodami Marcin Zdunik. Nie grał uwodzicielsko; traktował swój instrument jako medium zdolne wyrazić dźwiękami dramatyczną złożoność muzycznego i ludzkiego świata. W Orkiestrze FN znalazł wrażliwego partnera: wzajemne podawanie sobie przez muzyków i solistę barw, intonacji, oddechów, czyniło z dzieła prawdziwą, wspaniałą symfonię.

Małgorzata Komorowska 05/2014

Bach według Zdunika

W Bazylice Drzewa Krzyża Świętego w Lublinie na dwóch recitalach – 16 i 23 czerwca – wystąpił wiolonczelista Marcin Zdunik. Zagrał Sześć suit na wiolonczelę solo Johanna Sebastiana Bacha. Koncerty odbyły się w ramach festiwalu „Harmonie Starego Miasta”, organizowanego przez tamtejsze Towarzystwo im. Henryka Wieniawskiego.

Zdunik interpretuje Suity Bacha jako muzykę religijną, odwołując się do barokowej retoryki i muzycznych symboli epoki – przekonująco kilka miesięcy temu opowiadał o tym w wykładzie na białostockim wydziale UMFC. Teraz słowo stało się muzyką. Na pierwszym koncercie solista wykonał Suitę III, następnie II i IV, na drugim – I, V i VI. Oba recitale otwierały zatem utwory łatwiejsze i radosne, zamykały zaś potężne Suity Es-dur i D-dur. Pośrodku zabrzmiały kompozycje nieco bardziej mroczne, w tonacjach molowych. Muzyce doskonale sprzyjała akustyka zabytkowego wnętrza: nośna, ale bez nadmiernego pogłosu.

Pierwszy koncert stanowił swoistą zapowiedź drugiego, w którym zawierało się samo sedno: V Suita bowiem – zgodnie z przekonaniem solisty – symbolizuje śmierć Chrystusa, a VI Suita „opowiada” o Zmartwychwstaniu. Tak zestawione utwory ukazują więc istotę chrześcijańskiej wiary. Marcin Zdunik grał znakomicie. Doskonała technika, niespożyta energia, fantastyczne wyczucie czasu w muzyce i godna podziwu dbałość o intonację to zresztą stałe cechy jego gry. Interpretacje były głęboko przemyślane; solista grał z pokorą, ukazując zarazem całą gamę afektów, w muzyce baroku tak przecież ważnych! Mało kto dziś pamięta o ekspresji emocji w Suitach, wykonawcy szukają raczej surowego tonu, stroniąc od romantycznego stylu gry. Marcin Zdunik do nich nie należy, dlatego nawet drobne potknięcia nie zepsuły dobrego wrażenia.

Od czasu odkrycia wiolonczelowych utworów Bacha przez Pabla Casalsa, styl ich wykonywania przeszedł znaczne przeobrażenia. Interpretacjom „romantycznym” przeciwstawiono interpretacje „historyczne”, których największym mistrzem pozostaje chyba Anner Bijlsma; jego nagranie I Suity do tej pory mnie olśniewa. Marcin Zdunik gra natomiast na współczesnym instrumencie, łącząc myślenie „historyczne” ze współczesną techniką gry i z własnym temperamentem. Przekonująco zabrzmiała zwłaszcza VI Suita. Bach napisał ją z myślą o pięciostrunowej wiolonczeli piccolo, a jej używanie stało się ostatnio modne. Zdunik tymczasem uzyskał na czterech strunach zachwycająco jasne brzmienie, które pięknie kontrastowało z najciemniejszą barwą Suity c-moll, dając efekt zupełnie wyjątkowy.

Brawa na stojąco trwały długo, szczęśliwy muzyk kłaniał się wiele razy, ale bisu nie było. Oba koncerty, okraszone wyważonym komentarzem Teresy Księskiej-Falger, tworzyły całość tak spójną, że trudno byłoby coś więcej dodać.

URSZULA GUTOWSKA 21.07.2013

XXVI Warszawskie Spotkania Muzyczne 12-19 maja 2012

Wtorkowy wieczór upłynął pod znakiem młodych wykonawców, czyli znakomitego i już utytułowanego wiolonczelisty Marcina Zdunika oraz towarzyszącej mu młodziutkiej Aleksandry Świgut, studentki fortepianu w klasie Piotra Palecznego. Program koncertu wypełniły utwory właściwie „dawne”, jak impresjonistyczno-neoklasyczna Sonata na wiolonczelę i fortepian Debussy’ego (1915), Suite Italienne z baletu Pulcinella Strawińskiego (1932) oraz A la Albéniz Szczedrina (1959). Do nich artyści dołożyli Passacaglię na wiolonczelę i fortepian Jerzego Bauera (2003) oraz dwie kompozycje na wiolonczelę solo: dydaktyczny w założeniu, ukazujący możliwości grania dwudźwięków Duotone Andrzeja Bauera (2004, utwór obowiązkowy na Międzynarodowym Konkursie Wiolonczelowym im. W. Lutosławskiego w roku 2005) oraz piekielnie trudny technicznie Kaleidoscope for M.C.E. Pawła Szymańskiego (1989). Był to naprawdę znakomity wieczór, w którym młodzi artyści pokazali się z najlepszej strony, zbierając w pełni zasłużone owacje. Na bis wspaniale wykonali wiolonczelową wersję Pieśni Roksany Szymanowskiego (oprac. Andrzeja Orkisza). O tym, że Marcin Zdunik gra pięknie, mogliśmy się już nieraz przekonać, ale na szczególną uwagę zasługuje również Aleksandra Świgut, w której znalazł godną partnerkę. To wspaniale, że pianistka właściwie dopiero rozpoczynająca studia na warszawskiej Akademii, ma już i okazję, i ochotę grać kameralistykę na najwyższym poziomie. Mam nadzieję usłyszeć ten duet niejeden raz jeszcze!

BEATA BOLESŁAWSKA-LEWANDOWSKA 24.06.2012

Z sali koncertowej
Artyści zza Tatr

Tak się składa, że artyści zza naszej południowej granicy dość rzadko goszczą na krakowskich estradach. Ostatnia dekada lutego była tu wyjątkiem.

Najpierw abonamentowe koncerty filharmoniczne 17 i 18 lutego poprowadził Mário Košik. Szef Orkiestry Symfonicznej Radia Słowackiego, mimo młodego wieku, dyrygent doświadczony, o dużej wyobraźni i wrażliwości muzycznej, nawiązał bardzo dobry kontakt z orkiestrą należycie realizującą wszelkie jego artystyczne zamierzenia. Interesujący był też sam dobór repertuaru zaproponowany przez Mário Košika. Na początek usłyszeliśmy „Medytację na temat chorału” Schütza Jana Cikkera, jednego z czołowych kompozytorów słowackich XX w., będącą oryginalnym połączeniem wczesnobarokowej tradycji z elementami współczesności i słowiańską emocjonalnością. Potem zabrzmiał – w obecności kompozytora – II Koncert wiolonczelowy Krzysztofa Pendereckiego. Partię solową grał wspaniale się rozwijający Marcin Zdunik, jeden z najciekawszych młodych polskich wiolonczelistów. Solista i dyrygent świetnie współpracując stworzyli prawdziwą kreację, wybornie zbudowali muzyczną architektonikę niełatwego dramaturgicznie dzieła, wciągnęli bez reszty słuchaczy w świat wielkich emocji i gęstej ekspresji. (…)

 

ANNA WOŹNIAKOWSKA Dziennik Polski 27.02.2012

Paszporty Polityki

Nominujący o Marcinie Zduniku:

Młody wiolonczelista o fenomenalnej wrażliwości, wyobraźni muzycznej i możliwościach technicznych. Nie jest to zwykły odtwórca, lecz artysta ,,twórczy” – prezentujący często własne, mistrzowskie transkrypcje i kompozycje (kapitalne opracowania kaprysów Paganiniego, sonat skrzypcowych Bacha czy dzieł Ravela). Już laureat wielu prestiżowych konkursów i gwiazda światowych sal koncertowych. Gra pięknie, mądrze i – co najważniejsze – prawdziwie.

Adrianna Ginał

 

Oszałamiająca technika, wirtuozowski wdzięk i podziwu godna różnorodność zainteresowań wyróżniają tego młodego artystę. Pokora wobec codziennej ciężkiej pracy oraz szacunek i ciekawość cudzych osiągnięć, otwartość na twórcze współdziałanie – wróżą mu dobrą karierę w epoce, w której postacie wyniosłych wirtuozów są już nieco passé. Praca nad jakością dźwięku, poszukiwanie własnej melodii, własnego frazowania, odporność na obiegowe maniery wykonawcze – dają Marcinowi Zdunikowi szansę zbudowania własnej, wyrazistej osobowości artystycznej.

Adam Suprynowicz

Nominacje do Paszportów Polityki, Polityka grudzień 2009

Piękna rocznica

Ćwierćwiecze owocnej działalności święcił w czerwcu Program Pomocy Wybitnie Uzdolnionym, rozwijający się pod egidą Krajowego Funduszu na Rzecz Dzieci.(…)

Jubileusz uczczono interesującym koncertem 6 czerwca w Filharmonii Narodowej, z udziałem Orkiestry FN pod batutą Antoniego Wita.(…)

W drugiej części wieczoru – już z orkiestrą – Agata Szymczewska, Marcin Zdunik i Beata Bilińska z temperamentem zagrali Koncert Potrójny C-dur op. 56 Beethovena.

Była to nie lada atrakcja dla melomanów, jako że ten efektowny i tryskający witalnością utwór ze zrozumiałych względów rzadko pojawia się w programach koncertowych. Atrakcyjność tę podniosło jeszcze ciekawe wykonanie. Kiedy słyszymy ów Koncert – także wówczas, gdy jako soliści występują wirtuozi najwyższej klasy – na ogół dominuje w nim popisowa partia fortepianiu solowego, a oba instrumenty smyczkowe pełnią rolę towarzyszącą. Tym razem, zupełnie nieoczekiwanie, na pierwszy plan wybiła się prześlicznie śpiewająca wiolonczela Marcina Zdunika, przez co wiele epizodów Koncertu ukazało się w nowym zupełnie swietle. Zdunik to niewątpliwie jeden z największych talentów wsród naszych młodych wiolonczelistów – co oczywiście nie znaczy, że jego partnerki grały słabiej. Orkiestra FN ujmowała blaskiem i barwnością gry. Wykonania Potrójnego wysłuchałem więc z prawdziwą przyjemnością.

JÓZEF KAŃSKI 12.07.2009

Reflektorem po scenach i estradach
Z estrady Filharmonii Koszalińskiej

Muzyczny wieczór 22.V rozpoczęły dzieła Edwarda Elgara – nazwisko dość rzadko, i zbyt rzadko pojawiające się w programach symfonicznych.(…) W każdym razie marsz Elgara dobrze wywiązał sie z roli uwertury, efektownie wprowadzając słuchaczy w świat jego muzyki – ostatniego dzieła tego twórcy: Koncertu wiolonczelowego. Obok artystycznej satysfkacji z odbioru tej świetnej kompozycji, nasyconej nutami romantyzmu, liryzmu i wirtuozerii – z elegancją i umiarem, walorem prezentacji był także wykonawca, młody wiolonczelista, Marcin Zdunik, jeszcze student warszawskiej uczelni, ale juz laureat licznych konkursów, prowadzący bardzo żywą działalność koncertową. W trudnym muzycznie i technicznie utworze Elgara pokazał warsztat świetny, wielką muzykalność i wrażliwość; wrażliwość, korespondująca szczególnie z poetycką, liryczną warstwą utworu. Natomiast w partiach wirtuozowskich zabrakło nieco nut ostrzejszych, wyrazistych – jakie wniosłyby więcej barw i kontrastu do ogólnie świetnego obrazu tego wykonania. W kazdym razie był to piękny sukces solisty dzielony z dobrze grającą orkiestrą.

KAZIMIERZ ROZBICKI lipiec-sierpień 2009

Paszporty Polityki

Nominujący o Marcinie Zduniku:

Koncertuje w wielu krajach Europy i Azji, często prezentując własne opracowania i kompozycje (jest m.in. autorem równorzędnego głosu wiolonczeli do „Kaprysów” Paganiniego w projekcie Janusza Wawrowskiego – majstersztyk!). Gra pięknym, mocnym dźwiękiem; intensywnie, emocjonalnie i prawdziwie.

Tomasz Cyz

 

Zachwyca wielką muzykalnością, wrażliwością, wyobraźnią oraz fantastycznymi możliwościami wykonawczymi. Znakomity solista i wytrawny kameralista.

Adam Rozlach

Nominacje do Paszportów Polityki, Polityka grudzień 2008

Eine Matinee voller Wunder
Haydn und Marcin Zdunik bei der Mozart-Gesellschaft

,,Wunder” (,,Miracle”) ist die 102. Sinfonie von Hadyn untertitelt. Mit diesem ,,Wunder” beendete das Prager Kammerorchester gestern Vormittag die erste Orchester-Matinee der Saison der Mozart-Gesellschaft. Das großere Wunder war aber der Solist, Cellist Marcin Zdunik.

Der 21-jährige Pole hat sich 2007 beim Lutoslawski-Wettbewerb nicht nur mit der Höchstpunktzahl den Sieg erspielt, sondern elf (!) Preise von dem Wettbewerb mitgenommen. Mindestens ebenso viele hätte ihm das Publikum im Konzerthaus gestern wohl gerne gegeben. Den Preis für den schönsten Ton hatte Zdunik in Tschaikowskys Rokoko-Variationen sicher, auch den für die großte Klangfantasie, eine tiefe musikalische Reife und Uberlegene Technik. Ein sanfter Virtuose ist der Stipendiat der Mozart-Gesellschaft. Langsame Variationen wie das Andante kurz vor Schluss sang der 21-Jährige auf seinem Cello, das einen besonders schönen sonoren Ton in den tiefen Lagen hat. Im rasanten Sturmlauf des Finales verblüffte er mit einer atemberaubenden technischen Sicherheit. Mit einem Satz aus der Solo-Sonate von Ligeti, der wie ein spätromantisches Werk klang, bedankte sich Marcin Zdunik für die Ovationen.

Beim Prager Kammerorchester, das traditionsgemäß von Konzertmeister Antonin Hradil vom ersten Pult geleitet wurde, konnte sich der 21-Jährige in absoluter Sicherheit wiegen. Mit nur 21 Streichern musizierte das Elite-Ensemble, ließ die 33. Sinfonie von Mozart ohne Pauken und Blechbläser licht and quirlig klingen, begleitete die Variationen von Tschaikowsky, dem Mozart der Romantik, aufmerksam und elegisch. Und entfachte in der ,,Miracle”-Sinfonie und Mozarts Ouvertüre zu ,,Ascanio in Alba” mit kernigem Ton, Pauken, Trompeten und Hörnern einen kleinen sonnigen Herbststurm. – Ein ,,wunder”-barer Vormittag.

JG  Ruhr 13. Oktober 2008

Wieczór sonat w Trybunale

Podczas drugiego wieczoru z cyklu Koncertów Prezydenckich wystąpili w niedzielę w Trybunale Koronnym pianistka Agnieszka Kozło i wiolonczelista Marcin Zdunik

Program wypełniły trzy przykłady jednej formy: Sonata Luigi Boccheriniego A-dur L’imperatrice na wiolonczelę i basso continuo, Johannesa Brahmsa Sonata F-dur op. 99 na wiolonczelę i fortepian oraz Maurice’a Ravela Sonata G-dur na skrzypce i fortepian w transkrypcji na wiolonczelę i fortepian Marcina Zdunika.

Mieliśmy zatem trzy różne spojrzenia na tę samą formę kompozytorów z różnych epok: wczesnego klasycyzmu, romantyzmu i muzyki XX wieku. Samo ogarnięcie intelektualne tak odmiennych rodzajów ekspresji w ciągu jednego recitalu wymaga od wykonawców dojrzałości. Poza sprawami oczywistymi, jak rzetelność warsztatu czy panowanie nad barwą, dynamiką etc. potrzebna jest umiejętność wnikliwego analizowania nie tylko poszczególnych fraz, ale też dzieła jako całości: wprawdzie zamkniętej, ale mającej continuum w postaci kolejnych utworów.

Taki właśnie był niedzielny recital Marcina Zdunika i Agnieszki Kozło w wypełnionej po brzegi sali Trybunału – zwarty, logiczny i przemyślany, a przy tym porywający pięknem, jakie oboje wydobyli z zapisów nutowych, własnej wyobraźni i doświadczeń.

I tak sonata Boccheriniego utkana była z delikatnych, subtelnych pociągnięć smyczkiem, pełnych gracji i elegancji, a nade wszystko lekkości. U Boccheriniego nie ma miejsca na karkołomne pasaże, linia melodyczna prowadzona jest na ogół jednogłosowo; wirtuozeria polega tu raczej na zachowaniu stylu i precyzji, co tylko pozornie może wydawać się łatwe. W rzeczywistości od wykonawcy wymaga się lekkości, śpiewności, doskonałego poczucia rytmu i ogromnej wiedzy na temat epoki.

Interpretacja Marcina Zdunika była fascynującym przykładem swobody i znajomości stylu. Z towarzyszącą mu pianistką stworzyli duet oparty na wzajemnym zaufaniu, wynikającym z podobnego spojrzenia na muzykę. Ta uwaga odnosi się zresztą do całego recitalu. Po salonowej muzyce Boccheriniego oboje niemal natychmiast przenieśli słuchaczy w świat estetyki romantycznej. Sonata F-dur Brahmsa – dzieło potężne, pełne mocnych akordów fortepianu, które pod rękoma Agnieszki Kozło nigdy nie przekroczyły dobrego smaku, jeśli chodzi o dynamikę, stanowiło pole do popisu dla obojga artystów. Rozwibrowane brzmienie wiolonczeli, jej głęboka, ciemna barwa w I części, burzliwej i esencjonalnej, ustąpiły miejsca lirycznemu piano części drugiej, by ponownie zmierzyć się z nasiloną ekspresją i wreszcie poddać materię dźwięku wyciszeniu, miękkości, spokoju kolejnych fragmentów dzieła.

Tym, co zrobiło wielkie wrażenie, była bez wątpienia znakomicie zgrana dynamika obojga muzyków; moją uwagę zwrócił szczególnie sposób, w jaki realizowali crescendo – wiolonczelista na nucie stojącej, pianistka – z przyczyn oczywistych – za pomocą płynnie poruszających się dźwięków. Robili to w sposób niezwykle zgodny, jakby siła, jakiej w tym celu używali, pochodziła z jednego źródła.

Na zakończenie artyści wykonali sonatę skrzypcową G-dur Ravela w opracowaniu na wiolonczelę i fortepian Marcina Zdunika. Dzieło składa się z trzech części, z których każda jest zupełnie inna pod względem zawartości. Pierwsza – kilkutematyczna, trochę nostalgiczna i trochę wesoła, druga o proweniencjach bluesowych i trzecia – bardzo ruchliwa, rodzaj perpetuum mobile. Ta sonata pokazała kolejną twarz Marcina Zdunika i Agnieszki Kozło, których słuchało się znakomicie – nagle wiolonczela nabrała zupełnie nowego brzmienia, fortepian także zmienił swoją barwę. Świetna była zwłaszcza część druga, bardzo rytmiczna, zagrana z dużą swobodą.

Z interpretacji Zdunika i Kozło emanuje radość, którą zarażają słuchaczy. Oboje są utalentowani, wrażliwi i mądrzy. Przy tym młodzi, a więc wszystko przed nimi.

 

Dorota Gonet, Polskie Radio Lublin Gazeta Wyborcza Lublin 30.06.2008

Jak Paganini z Paganinim

Koncert kameralny, jaki dali w Filharmonii Podlaskiej ostatniego dnia stycznia skrzypek Janusz Wawrowski i wiolonczelista Marcin Zdunik należał bez wątpienia do najbardziej interesujących i wartościowych w przekroju nie tylko tego sezonu. Bardzo młodzi artyści (25 i 20 lat) wykonali komplet 24 Kaprysów op. 1 Niccolo Paganiniego; mówiąc ściślej – wszystkie zagrał skrzypek, natomiast wiolonczelista dołączył swoją autorska partię poczynając od kaprysu dziewiątego.

W Białymstoku był to absolutny ewenement. Nigdy dotąd w ciągu jednego wieczoru nie słyszano tutaj wszystkich wirtuozowskich kaprysów włoskiego geniusza. Zresztą ilu jest na świecie skrzypków, którzy byliby w stanie podołać takiemu wyzwaniu? W Polsce właśnie tylko Janusz Wawrowski wykonuje taki karkołomny maraton.

Cały urok gry Wawrowskiego i Zdunika zasadzał się nie tylko na wspaniałej technice, bez której nie ma nawet co marzyć o podejściu do tych arcydzieł mistrzostwa wiolinistycznego. Obaj artyści mimo tak młodego wieku posiedli na tyle olśniewającą technikę, że nie tylko są w stanie wszystko zagrać z łatwością budzącą u słuchaczy zachwyt, a u skrzypków i wiolonczelistów zapewne zazdrość, ale grając tak zawrotnie trudną muzykę zdają się mówić: popatrzcie, ile sprawia nam radości ta piękna zabawa arpeggiami, staccatami, pochodami dwudźwięków i akordów, te oktawy, decymy, niebotyczne skoki i ulotne figuracje. Posłuchajcie, ile kryje się w tym wszystkim pięknej, wzruszającej muzyki.

[…] Na oddzielne superlatywy zasługuje zarówno wykonanie jak i samo opracowanie na skrzypce i wiolonczelę szesnastu (nr 9 – 24) Kaprysów. Marcin Zdunik okazał się nie tylko znakomitym wirtuozem wiolonczeli, godnym niemniejszego podziwu niż skrzypek, ale równie wrażliwym, obdarzonym zdawałoby się nieograniczoną inwencją, kompozytorem. Jego Kaprysy Paganiniego to zupełnie nieraz nowe utwory, jak np. Kaprysy nr 12, 15 (połączony w całość z następnym). Kaprys nr 17 to najwyższej próby wirtuozowska kameralistyka, gdzie partia wiolonczelowa jest całkowicie partnerska w stosunku do skrzypcowego pierwowzoru; tego typu rozwiązań jest znacznie więcej wśród tych opracowań. Na szczególną uwagę zasługują też liczne środki uwypuklające kolorystykę, wprowadzające elementy humorystyczne i wytrawny muzyczny dowcip (np. Amoroso Kaprys 21, partia wiolonczeli), a także „podkładanie” pod partie figuracyjne skrzypiec nowych tematów melodycznych w partii wiolonczeli. Na koniec nie sposób nie zauważyć, że brzmienie dwóch instrumentów w rękach tak świetnych wirtuozów wypełniało bez reszty salę kameralną Filharmonii niczym orkiestra smyczkowa. Zachwyt publiczności wyrażony gromkim aplauzem został nagrodzony bisami: Serenadą marcową z kotem Es-dur Mieczysława Karłowicza oraz Kołysanką i Walcem Reinholda Gliera.

Stanisław Olędzki, WOKÓŁ KONCERTÓW FILHARMONII PODLASKIEJ, luty 2008

Współczesna nie znaczy: elitarna

Zapytani o muzykę współczesną, jej miejsce w repertuarze koncertowym filharmonii, odpowiadają zgodnie, że jest ważna. Wymaga od słuchacza pewnego przygotowania, ale nie zakłada jakiejś specjalnej elitarności odbiorcy

Mariusz Klimsiak – pianista i Marcin Zdunik – wiolonczelista o muzyce XX w. i XXI w. mówią w sposób naturalny, bo nie mają żadnych uprzedzeń. Są wręcz predestynowani do wykonawstwa dzieł współczesnych, o czym świadczą laury, jakie zdobyli na konkursach. Przypomnijmy choćby, że Marcin Zdunik jest laureatem I nagrody tegorocznego VI Międzynarodowego Konkursu Wiolonczelowego im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie. W konkursie tym zdobył również Grand Prix za wybitne wykonanie Koncertu wiolonczelowego Lutosławskiego, dwie nagrody specjalne za najlepsze wykonanie jego Wariacji Sacherowskiej i Gigue na wiolonczelę solo Pawła Szymańskiego oraz siedem innych nagród. Do tego dodajmy jeszcze, że Marcin Zdunik w środę 5 grudnia skończył zaledwie 20 lat. W piątek słyszeliśmy Marcina, który – jak sam mówi – właśnie przestał być nastolatkiem, w Wariacjach na temat rokokowy op. 33 Piotra Czajkowskiego. Szczupły, niemal filigranowy, chłopak z burzą blond włosów przemienił się na estradzie w dojrzałego artystę, który zagrał jedną z najczęściej wykonywanych kompozycji Czajkowskiego na swój własny oryginalny sposób. Jego wersja Wariacji była pełna wewnętrznej energii, przy tym ogromnie elegancka i finezyjna. Osobowość młodego artysty pozwala mu na cudowną otwartość przekazu; jest on bardzo czytelny dla każdego, świeży i bezpretensjonalny. Piękna barwa, imponująca dynamika czy znakomity warsztat – te określenia są jedynie próbą tłumaczenia języka muzyki na sferę emocji towarzyszących percepcji. To, co sprawia, że pomiędzy wykonawcą a publicznością coś „iskrzy”, jest tak naprawdę niewerbalne. […]

A co do czasu. Chciałoby się posłuchać Marcina Zdunika za kilka lat. Przekonać się, w jakim kierunku rozwinął się jego talent. A może być ciekawie, bo w piątek artysta na bis zagrał Kaprys Paganiniego we własnej aranżacji na wiolonczelę. Wnioskuję, że nie tylko gra go interesuje…

DOROTA GONET, RADIO LUBLIN  10 grudnia 2007

Inauguracja – fantastyczną wizytówką XVII Festiwalu Silesia

Dyrekcja Międzynarodowych Festiwali Młodych Laureatów Konkursów Muzycznych zawsze dba o to, aby festiwalowe koncerty podkreślały rangę i znaczenie tego corocznego święta młodych muzyków. Nie da się ukryć, że najbardziej spektakularną wizytówką tego organizowanego już po raz siedemnasty Festiwalu jest koncert inauguracyjny. Fakt, że po raz kolejny odbywał się w najbardziej reprezentacyjnej sali koncertowej Filharmonii Śląskiej w Katowicach jest znakomitym dowodem tej troski.[…]

Jeszcze większą rewelacją inauguracyjnego koncertu okazał się być wiolonczelista Marcin Zdunik. Znam go od kilku lat, od pierwszej chwili zachwycił mnie swoją wielką muzykalnością, ogromną wrażliwością oraz fantastycznymi możliwościami wykonawczymi. Ponad trzy lata temu na szkolnym popisie w Szkole przy ul Miodowej w Warszawie, jeszcze jako uczeń prof. Andrzeja Orkisza, Marcin grał z Marią Sterczyńską jedną z sonat Beethovena. Ogromnie żałowałem, że nie miałem z sobą wtedy magnetofonu – było to bowiem wykonanie wybitne… Od tamtego popołudniowego szkolnego popisu upłynęło wiele czasu. Zdunik zdał na studia – teraz jest studentem prof. Andrzeja Bauera, przede wszystkim jednak, wygrał w wielkim stylu najtrudniejszy chyba w świecie – konkurs wiolonczelowy, im. W. Lutosławskiego, zachwycając wielką dojrzałością i głębią ujęć najtrudniejszych, wymaganych regulaminem dzieł – z Koncertem patrona Konkursu na czele. Zdobył tam prawie wszystkie możliwe do zdobycia nagrody a i zapewne motywację do dalszej pracy. Pracuje z wielkim zaangażowaniem, uczy się, gra, opracowuje i gra na wiolonczeli np. kaprysy Paganiniego, także szereg innych utworów, jest też laureatem konkursu solfeżowego… Pochłania go wszystko, co tyczy muzyki, co tyczy jego wpływu na nią – to przykład wspaniaego twórczego podejścia do tego, co wypełnia już teraz całe jego życie. Marcin Zdunik, na inaugurację Festiwalu „Silesii”, wybrał dwie części arcytrudnej solowej Sonaty Zoltana Kodaly’a. To też przykład na to, że nie interesuje go blichtr, efektowność a wyłącznie sama treść i istota muzyki – jego wielkiej życiowej pasji!

Adam Rozlach listopad 2007

Wiolonczelowy finał

Ze sztuką interpretacyjną Zdunika mogliśmy zetknąć się podczas inauguracji XVII Festiwalu Laureatów, tworzącej wraz z finałem mocną i wysokiej próby artystycznej klamrę festiwalową. Ogromnie sugestywnym, porywającym techniką i szlachetnością brzmienia podaniem Adagia oraz Allegro molto vivace z solowej Sonaty Zoltana Kodaly’a, bez wątpienia arcydzieła, zagranej – jak chce kompozytor – „con grand’espressione”, wyznaczył ten bardzo młody jeszcze artysta-student imponujący początek jednemu z najwyrazistszych w tym roku wątków: nurtowi dzieł skomponowanych na wiolonczelę

RYSZARD GABRYŚ listopad 2007

Wiolonczelowy zawrót głowy…2007 w Zamościu

26 maja gościliśmy genialnego Marcina Zdunika, który na Konkursie im. Witolda Lutosławskiego zdobył aż 10 nagród. W koncercie „Gość Festiwalu” młody artysta zahipnotyzował nas swą grą. Z zapartym tchem wysłuchaliśmy recitalu, który porywając swą narracją wydał się wszystkim krótką chwilą.

Stowarzyszenie Miłośników Sztuki „BOCCHERINI” w Zamościu, 2007

Dzikie wino, ptaki i muzyka
Wrocław, „Wieczory w Arsenale” (29 czerwca-15 lipca)

Tego samego dnia wystąpił świetny młodziutki wiolonczelista Marcin Zdunik, laureat Grand Prix tegorocznego Konkursu im. Lutosławskiego. Na początek zagrał Koncert D-dur Hob. VIIb: 2 Haydna. Pięknie wprowadziwszy temat w części II, pokazał, jak naprawdę może śpiewać wiolonczela, a w finałowym Rondzie mogliśmy podziwiać znakomitą współpracę solisty z orkiestrą. Zdunik wykonał jeszcze Grave – Metamorfozy na wiolonczelę i orkiestrę smyczkową Lutosławskiego. Przyznaję, że młodziutki muzyk zadziwił mnie wyczuciem trudnych refleksji, jakie niesie z sobą ta muzyka. Było to wykonanie nie tylko przejmujące, ale wręcz natchnione, w czym niewątpliwie duży udział miała orkiestra Staniendy. Zdunik bisował własnymi improwizacjami na temat Paganiniego.

ZOFIA OWIŃSKA 19.08.2007

Grandiose Leistung von Marcin Zdunik am Cello
Von Andrea Hammerl

Neuburg (ahl) „Er wird einer der ganz Großen”, sagt Musikprofessor Julius Berger über seinen Schüler. Cellist Marcin Zdunik – zarte 19 Jahre jung – vertritt den erkrankten Professor beim Eröffnungskonzert der Sommerakademie im Kongregationssaal in Neuburg.

(…) Zdunik lässt aufhorchen. Da ist ein junger Mann, der „es ja auch schon kann”, wie ein Zuhörer erstaunt feststellt. Der junge Pole zeigt eine grandiose Leistung, meistert auch schwierige Passagen mit hoher Konzentration und Perfektion, dabei aber solch herzergreifender Ausstrahlung, dass viel mehr als wunderbare Musik den altehrwürdigen Kongregationssaal erfüllt, der einmal mehr einem gefühlvollen Konzert das passende Ambiente bietet. Monica Cattarossi bildet das perfekte Pendant am Klavier. Einfühlsam, temperamentvoll, wo es angebracht ist, dann wieder klug ihr Instrument zurücknehmend, wenn das Violincello den tragenden Part spielt, ist sie Begleitung und gleichwertiges Partnerin zugleich. Vielfach preisgekrönt sind beide Musiker – abgebrüht hat sie das aber nicht gemacht. Cattarossi wie Zdunik strahlen zum verdient reichlichen Applaus samt vereinzelter Bravorufe um die Wette, und gleich zwei Zugaben sind in einem klassischen Konzert wohl eher eine Seltenheit.

Virtuos zeigt sich Zdunik im ersten Satz der Sonate L’Imperatrice des eher weniger bekannten, aber bedeutendsten italienischen Sinfonikers des späten 18. Jahrhunderts, Luigi Boccerini. Meist auswendig spielend, den Notenständer mehr als Rückversicherung nutzend, erweist sich der talentierte Cellist in den langsamen Partien als poetischer, ganz der Musik hingegebener Künstler. Ludwig van Beethovens Sonate für Cello und Klavier in C-Dur op.2 bedarf kraftvoller Bogenführung und imponiert mit schweren, mächtigen Klängen, durch die beide Musiker hochkonzentriert, aber auch mit gewisser Leichtigkeit im Gleichklang hindurch zu galoppieren scheinen.

Bei Chopin – wen wundert’s – schlägt die Stunde der Pianistin. Die Sonate op 65 g-moll, das letzte vor seinem Tod veröffentlichte Werk, weist für Chopin erstaunlich weiche, fließende Passagen auf, denen Cattarossis zwar prägnanter, aber dennoch gefühlvoller Anschlag voll gerecht wird und in die sich der Cellist einfühlsam mit einbringt. Noch einmal Chopin erklingt in der zweiten Zugabe, ein Prelude, das Zdunik als Solist darbietet. Selber arrangiert hat Zdunik die erste Zugabe, ein gefälliges Capriccio von Niccolo Paganini.

Ein wunderbarer Konzertabend mit viel versprechenden, ausdrucksstarken jungen Künstlern – eine würdige Eröffnung für die Sommerakademie.

2.08.2007

Rising Stars Janusz Wawrowski und Marcin Zdunik

Sensationell ist Marcin Zduniks Fassung der Paganini-Capricen 13 – 24 für Violine und Cello: Ein eigenständig, geistreich geführter und nicht minder virtuoser Cellopart macht die vermeintlich gut bekannten Stücke zu einem völlig neuen, teilweise frappierenden Hörerlebnis: Beim fachkundigen Publikum im Ballsaal des Schlosses von Lancut während des Meisterkurses „Zenon Brzewski” 2007 löste die vollendet gespielte Wiedergabe wahre Beifallsstürme aus…

Stringtime NiederRhein August 2007

Überraschung mit Cello und Herz
Von Dr. Tobias Böcker

Neuburg. Ein überraschendes Eröffnungskonzert erlebten Teilnehmer und Zaungäste der Neuburger Sommerakademie im Kongregationssaal. In Vertretung des erkrankten Julius Berger konnte der junge Warschauer Cellist Marcin Zdunik mit einer vielversprechenden Darbietung die Herzen des Publikums erobern.

(…) Der junge, mehrfach ausgezeichnete Nachwuchscellist Marcin Zdunik ist mehr als ein Notnagel, wirft ein Cellokonzert in den Kongregationssaal, das es in sich hat, und bewahrheitet die Hoffnungen, die auf ihm ruhen. (..)

Mit souveräner Virtuosität, zauberleichtem Strich und aufmerksam kultivierter Tonbildung legt Zdunik Luigi Boccherinis Sonate „L’Imperatrice” in den Saal, selbstbewusst, konzentriert, fein gewogen. Sensibel begleitet von Monica Cattarossi am Flügel erklingt auch Beethovens Sonate für Cello und Klavier C-Dur op. 2 Nr. 1 in dialektischem Wechselspiel von elegischem Gefühl und dramatischer Wendung, sensitiver Innigkeit und expressiver Energie, gefühliger Zurückhaltung und kraftvoller Entschiedenheit.

Nicht weniger bietet Frederic Chopins Sonate op. 65 g-moll neben dem von Monica Cattarossi in feinfühligem Klavierspiel vorgetragenen Pianopart dem Cellisten dankbare Gelegenheit elegisch, sanglich, temperamentvoll, resolut zu zeigen, dass Marcin Zdunik auf dem besten Weg ist zu einer bemerkenswerten Künstlerpersönlichkeit.

30.07.2007

Jak grali młodzi wiolonczeliści w Warszawie

Bez wątpienia będziemy mieli wiele okazji, by śledzić rozwój i nowe interpretacje jednego z uczestników drugiego etapu, Polaka, 20-letniego Marcina Zdunika. Student Akademii Muzycznej w Warszawie z klasy Andrzeja Bauera od pierwszego etapu przewyższał pozostałych uczestników zawodową doskonałością wykonań. Jego interpretacje były zawsze dopracowane retorycznie, artykulacyjnie, intonacyjnie. Fascynująca jest łatwość, z jaką realizuje on pomysły muzyczne, jak świetliście i delikatnie potrafi współpracować z wiolonczelą i jak chętnie daje mu ona wszystko, o co prosi.

(…)

Nawiązanie dialogu z partnerką przy fortepianie przyszło znacznie łatwiej Marcinowi Zdunikowi. Towarzysząca mu Agnieszka Kozło nie bez przyczyny po raz kolejny została zaproszona jako „pianistka przy konkursie”. Jej gra jest bezbłędna, różnorodna, delikatna i wnikliwie związana z partią wiolonczeli. Dialogi muzyczne z Marcinem Zdunikiem w Sonacie C-dur op. 102 nr 1 Beethovena były stylowe i inspirujące, a Marcin ponownie zachwycał świetlistymi artykulacjami, subtelnością prowadzenia fraz oraz wirtuozerią i błyskotliwością gry.

(…)

Koncert Lutosławskiego zabrzmiał tego wieczoru po raz drugi, a wykonał go Marcin Zdunik. Było to zupełnie inne dzieło – spokojny, skupiony dramat, pełen dosłuchanych i przemyślanych szczegółów i głębokiego poruszenia emocjonalnego stanowiącego tło tej cudownej partytury. Już pierwszymi dźwiękami kadencji, pojawiającymi się niczym opadające krople, Marcin skupił uwagę publiczności i wciągnął słuchaczy w głąb swojej muzyki.

Dominik Połoński 15.04.2007

Musik > Kritiken, Meldungen
SOMMERAKADEMIE/ABSCHLUSSKONZERT

Das Konzert der jungen Preisträger

Am Samstag präsentierten sich im Großen Saal des Mozarteums die zehn Preisträger der Sommerakademie dem Publikum. Alexander Müllenbach arrangierte einen abwechslungsreichen Abend.

VON KARL WINKLER

04/09/06 […]

Rauschenden Erfolg hatte auch Marcin Zdunik aus Polen. Der Violoncello-Virtuose widmete sich mit stets elegantem, schönem, „gepflegtem” Ton abwechslungsreichen Lutoslawski-Metamorphosen und war der dabei geforderten Vielfalt der Stimmungen und Gedanken wunderbar gewachsen. Den angenehmen Eindruck bestätigte er noch mit Chopins „Polonaise brillante” op. 3. Dabei war ihm Eric Chumachenco mehr als ein Begleiter – vielmehr ein kongenialer Partner am Klavier.

4.09.2006

Preisträger kehren nächstes Jahr zurück

Höchstniveau beim Abschluss des Internationalen Instrumentalwettbewerbs in Markneukirchen – Konzertengangements als Sonderpreise

 

{…]

Andere Preisträger studieren noch, wobei der Dritte im Fach Cello, der 18-jährige Pole Marcin Zdunik, im Preisträgerkonzert ganz und gar das Publikum in der Musikhalle verzaubern konnte. Mit einer Sonate von Luigi Boccherini zelebrierte er ein Feuerwerk virtuosen Könnens und holte bei allem spieltechnischen Anspruch auch noch einen wunderbaren Ton aus seinem Instrument heraus, warmherzig und voller Zartgefühl – ein Poet des Cellos.

Von Reinhold 5.06.2005

Z sali koncertowej
W dworku i ratuszu

Tydzień Talentów, organizowany od blisko ćwierćwiecza jesienią w Tarnowie, rozpoczął sią w minioną sobotę koncertem zespołu Motion Trio.

[…] 17-letni Marcin Zdunik wystapił z własnymi transkrypcjami skrzypcowych kaprysów Paganiniego i fragmentów również skrzypcowej „Sonaty g-moll” Bacha wykazując olbrzymią wyobraźnie i dogłębną znajomość instrumentu, zadziwiając wrecz nieograniczonymi możliwosciami technicznymi. To wielki talent (…)

ANNA WOŹNIAKOWSKA

Dziennik Polski 9.11.2004

Höhenflug eines Schwarms

Hinreißen mit Paganini, Seufzen mit Rachmaninoff beim Abschlusskonzert der Kronberger Cello-Meisterkurse

VON GERD DÖRING

 

[…]

Der Pole Marcin Zdunik (…) mit einer halsbrecherischen Bearbeitung von Paganinis Caprice op. 1, Nr. 24 das Publikum hinreißt (…)

27.10.2004